Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.
Słyszymy dzisiaj o królu, który pragnie celebrować gody weselne dla swojego syna. Na to wesele zaprasza wszystkich ludzi, również nas. Jest to królewskie zaproszenie. Tym, który zaprasza jest Bóg, Król wszechświata. Zazwyczaj nikt zdrowo myślący nie lekceważy królewskiego zaproszenia, raczej czuje się wyróżniony i odbiera je jako zaszczyt. Królem jest Bóg Ojciec, a Synem jest Jezus Chrystus, którego On posłał na ten świat, aby odnalazł Mu oblubienicę, którą jest cała ludzkość.
Dziś stoimy wobec realizacji spełnienia się planu, który jest również marzeniem Boga. Bóg chce zawrzeć z ludźmi, z każdym człowiekiem przymierze wieczne i nierozerwalne, jak w małżeństwie, gdzie oblubienica mówi do oblubieńca: jam miłego mego, a miły jest mój, na zawsze, wiecznie. Bóg zaprasza wszystkich, jest to dar darmo dany. Nikt nie musi zasługiwać, ani płacić za udział w uczcie. To wszystko zostało dla nas przygotowane. Bóg mówi, że przygotował ucztę z tłustego mięsa, z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa i z najwyborniejszych win (Iz 25, 6). Św. Paweł zaś mówi, że Bóg według swego bogactwa zaspokoi w Jezusie Chrystusie każdą waszą potrzebę i to wspaniale (Flp 4, 19).
Jak wygląda odpowiedź człowieka na to powołanie i wezwanie? Jedni są obojętni, inni ją lekceważą, inni nie chcą przyjść lub wprost ją odrzucają. Takie są postawy ludzi i takie mogą być nasze postawy. Ci, którzy tak postępują, niweczą plan Boga wobec swojego życia, zaprzepaszczają okazję do udziału w wiecznej uczcie. Są też tacy, którzy nie tylko odrzucili zaproszenie Boga, ale nadto zostali ogarnięci jakimś złem: „pochwycili sługi, znieważyli ich, wyrzucili i pozabijali”. Taki jest los chrześcijan w świecie, którzy głoszą wiarę.
Jednak Król, którym jest Bóg widząc, że sala nadal jest do zapełnienia, nieustannie posyła kolejne sługi na place, na skrzyżowania, na ulice, na peryferie miast. Ci, którzy nigdy nawet nie pomyśleli, że Król o nich pamięta, przyjmują Jego zaproszenie.
Wchodzący na ucztę otrzymują kolejny dar: strój weselny, białą szatę. Czym jest ta szata weselna? Św. Paweł mówi, że jest to symbol „bogactwa łaski Boga, który z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa. W Nim mamy odkupienie przez krew Jego – odpuszczenie występków” (Ef 1,4-8)! Bo „wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa i dzięki wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie” (Ga 26-27). Szata weselna to również symbol naszej odpowiedzialności za dar zbawienia: zaproszenie jest darmowe, ale zobowiązuje tego, kto je otrzymał, do udzielenia odpowiedzi.
Król zauważył człowieka nieubranego w strój weselny. Żąda wyjaśnienia. Ale ten oniemiał i milczy. Jest to kolejny zawód serca Króla, którym jest Bóg, bo ludzie ciągle napełniają goryczą Boże serce. Ktoś powiedział, że w przypadku tego człowieka jest to nadaremne powołanie. Dostał wszystko, a okazało się to bezużyteczne i nadaremne.
W dniu ostatecznym będzie sąd decydujący o naszej wieczności, o naszym miejscu w przyszłości. On będzie dotyczył tego, czy każdy z nas przyjął, czy też odrzucił dar Boży. Bóg zawsze daje życie. Nigdy nie daje śmierci. Śmierć wybieramy sami. To jest nasz dramat i ryzyko wolności. To Słowo kieruje do nas napomnienie: mamy pamiętać, że wszyscy ludzie są wezwani i powołani do zbawienia na tę wspaniałą ucztę królestwa, ale nikt nie może być do końca tego pewien, nie ma gwarancji, że mimo wszystko tam wejdzie i zostanie, pomimo przynależności do Kościoła.
Co mamy zrobić? Zdać się na łaskę i miłosierdzie Boga, który nas nieustannie przyciąga ku sobie oraz odrzucić to wszystko, co w naszym życiu stanowi przeszkodę dla działania Boga i nie pozwala, aby On królował nad nami.
Warto również odpowiedzieć sobie na pytanie, które stawia św. Paweł: „A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Boga, nie chcąc wiedzieć, że dobroć Boga chce cię przywieść do nawrócenia? I oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według jego uczynków” (Rz 2,4).