10 września 2017
Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.
Bardzo prostą rzecz powiedział ks. Twardowski, polski poeta: „uczyć się miłości – to jest naprawdę ciężka praca”. A miłość nie wyrządza zła bliźniemu (Rz 13,10), dlatego w imię tej miłości trzeba nam szukać bliźniego, gdy się zagubi i odnaleźć go, gdy zbłądzi.
Metodą, o jakiej mówi dziś w Ewangelii Jezus, jest upomnienie braterskie. Nie jest ono łatwe w dobie absolutyzowania wolności. Można mieć wiele obaw wobec upomnienia tylko po to, by nie zostać posądzonym o wtrącanie się w czyjeś życie. A jednak miłość, która jest największa (por. 1 Kor 13,13) wymaga tego, by nie pozostawiać samemu sobie bliźniego, gdy ten grzeszy, a to jest ciężka praca. Dotyczy ona nie tylko władz Kościoła, hierarchii, ale całego ludu Bożego.
Wszyscy mamy być wrażliwi na siebie nawzajem i zdolni do wzajemnej pomocy także w dziedzinie moralności, obyczajowości czy praktykowania wiary. Tłumaczenie, że każdy jest wolny i robi, co uważa za stosowne, nie jest wyrazem odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła. Każdy pojedynczy chrześcijanin, ze swoim życiem i świadectwem buduje wspólnotę, która z kolei oddziałuje na tych, co do Kościoła nie należą (ci określeni są jako poganie i celnicy). Oczywiście zawsze potrzeba dużej kultury i taktu, aby kogoś upomnieć. Jeśli nie ma się w sercu miłości do człowieka, to lepiej w ogóle nie upominać, gdyż można wyrządzić więcej szkody niż dobra.
Warto rozważyć też sytuację odwrotną: gdy to ja jestem upominany. Czy potrafię to przyjąć w pokorze i uznać swój błąd? Z pewnością przyjęcie upomnienia z miłością w sercu do upominającego, nie jest także łatwe. Ale przecież uczyć się miłości – to jest naprawdę ciężka praca!
Troska i wzgląd na brata i siostrę we wspólnocie Kościoła dotyczy też wspólnej modlitwy. Użyte w tekście Ewangelii słowo: „zgodnie” jest tłumaczeniem greckiego słowa, zawierającego w oryginale temat, który możemy przełożyć jako: symfonicznie. Zatem, to jest warunek, aby modlitwa wielu została wysłuchana: stworzyć symfonię, współgrającą harmonię pragnień, oczekiwań oraz wizji tego, do czego jesteśmy powołani, co jest naszym celem i sensem istnienia.
Jezus Chrystus sam, poprzez Słowo Boże przekazywane przez Kościół kształtuje nas, swych uczniów, abyśmy wiedzieli jaka jest nadzieja naszego powołania i mieli świadomość, że Pan powtórnie przyjdzie. Mamy świat przygotować na to przyjście. Mamy poprzez świadectwo życia, a przede wszystkim poprzez trudną pracę, jaką jest uczenie się miłości, pokazać piękną perspektywę. Jest nią wieczność, mieszkanie w domu Ojca, przygotowane każdemu.
Daj się pociągnąć Słowu Bożemu i zaangażuj się w tę piękną i owocną pracę uczenia się miłości, aby tworzyć symfonię wraz z innymi uczniami Pana.